JAK DOBRZE

ZMYĆ MAKIJAŻ?

RECENZJA:

Paleta cieni Rimmel Magnif’Eyes

5 kroków:

doskonalszy

makijaż

JAK WYBRAĆ PIERWSZĄ

PALETĘ CIENI DO POWIEK?

MAKIJAŻ | RECENZJE

Paleta Beauty Legacy od Maxineczki – Pierwsze wrażenie i szczera opinia

25 maja 2018

Wieść o tym, że Makeup Revolution wypuści na rynek paletę cieni do powiek, stworzoną przy współpracy z Maxineczką, rozniosła się po Internecie bardzo szybko. Nasza polska youtuberka sama postawiła sobie poprzeczkę bardzo wysoko, kiedy 2 lata temu na rynek została wypuszczona na rynek jej własna kolekcja pędzli M Brush. Pędzle okazały się najlepszymi z pośród wszystkich, na których dotychczas miałam okazję pracować, więc moje oczekiwania względem palety Beauty Legacy były bardzo wysokie.

 

Swój egzemplarz palety cieni zamówiłam na stronie sklepu internetowego cocolita.pl. W momencie powstawania tego wpisu, paleta jest już wyprzedana we wszystkich źródłach online, w których można było ją nabyć. Paleta Beauty Legacy od Maxineczki jest również dostępna stacjonarnie w sklepach Hebe, a jej koszt to 49,90 zł. Podobno ze stacjonarnych drogerii znika równie szybko co z tych internetowych.

 

Zanim paletka do mnie dotarła, miałam spore obawy odnośnie jakości cieni od Makeup Revolution. Choć ta marka raczej nigdy mnie nie zawiodła, to cienie od Makeup Revolution nigdy nie powaliły mnie jakością i pigmentacją. Niby nie są złe, raczej dają radę, ale nie należą do moich ulubionych, najczęściej używanych palet cieni do powiek. Z drugiej strony, dzięki temu, że posiadam i bardzo często korzystam z pędzli M Brush, byłam pewna, że Maxineczka nie poszłaby na kompromis i nie podpisałby się pod czymś, do czego sama nie byłaby przekonana. Byłam bardzo ciekawa, co mogło wyniknąć z tej współpracy.

 

maxineczka paleta cieni

 

Paleta Beauty Legacy od Maxineczki to produkt opisany jako „travel friendly”, czyli taki który możemy zabrać ze sobą do kosmetyczki i wykorzystać podczas wyjazdów. Jest to pierwsza paleta od Makeup Revolution w kartonowym opakowaniu, co według mnie jest dużym plusem przede wszystkim dlatego, że jest dzięki temu lekka. Karton, z którego jest wykonana jest solidny, więc powinien dobrze amortyzować cienie, które w kosmetyczce czy walizce są w szczególności narażone na pokruszenie. W palecie znajdziemy dość duże lusterko dobrej jakości, które nie zniekształca odbicia. Jedyny zarzut, który można by postawić, to co najwyżej to, że lustro mogłaby być jeszcze większe, żeby zagospodarować szerokie brzegi dookoła. Design palety utrzymany jest w eleganckich, brązowo-złotych kolorach.

 

Przejdźmy do tego co liczy się najbardziej, czyli do wnętrza. W palecie znajdziemy 9 cieni przeznaczonych typowo do powiek oraz 3 produkty prasowane do konturowania twarzy.

 

Canvas – matowy cień bazowy, idealny do zmatowienia powieki pod łukiem brwiowym.

Ash – chłodny, jasny brąz, który można wykorzystać do pogłębienia załamania powieki lub nawet do konturowania twarzy.

Brick – ciepły, lekko ceglasty matowy brąz.

Crystal – foliowy, chłodny cień o zabarwieniu różowo-srebrnym. Najlepiej nakładać go na powiekę opuszkiem palca.

Cooper – foliowy, miedziany cień.

Petal – matowy cień o bardzo głębokim, burgundowym zabarwieniu.

Orchid – bardzo oryginalny fioletowo-niebieski cień duochromowy.

Smoke – matowy, chłodny i ciemny brąz, który sprawdzi się do przyciemnienia zewnętrznego kącika oka.

Night – czarny matowy cień.

 

Pure Glow – bardzo subtelny, delikatny rozświetlacz. Tworzy satynową taflę połysku, nie posiada w sobie żadnych drobinek.

Love’s Hue – uniwersalny, róż o delikatnie ciepłym zabarwieniu. Produkt jest matowy, a odcień mocno przygaszony.

The Grand Tan – matowy bronzer o delikatnie ciepłym zabarwieniu.

 

Moje pierwsze wrażenie

Oczy:

Pracę z cieniami rozpoczęłam od nałożenia bronzera The Grand Tan w załamanie powieki i… trochę się przestraszyłam! Produkt jest średnio napigmentowany i musiałam dokładać go kilka razy, żeby wydobyć kolor na powiece. Na szczęście szybko przekonałam się, że jest to raczej jego zaleta, a nie wada – produkt stworzony został jako bronzer do twarzy i w tym przypadku delikatniejsza pigmentacja jest plusem, w szczególności dla osób, które nie zajmują się makijażem profesjonalnie.

 

Bronzer nałożony na powiekę bardzo ładnie się na niej rozkładał nawet mimo kilkukrotnego dokładania cienia. Załamanie oraz zewnętrzny kącik powieki przyciemniłam cieniem Brick i już na tym etapie przekonałam się, że matowe cienie są miękkie w konsystencji i dość dobrze napignentowane. Co dla mnie ważne, matowe cienie nie tworzą prześwitów, plam ani smug.

 

Trochę bliżej środka ruchomej powieki, ale wciąż w okolicy zewnętrznego kącika, rozprowadziłam kolejny matowy odcień, czyli burgundowy Petal. I tutaj warto zaznaczyć, że pigmentacja, choć jest dobra, może nie powalać na pierwszy rzut oka, bo znam cienie, które dają znacznie intensywniejszy pigment. To, co jest jednak istotne, to fakt że intensywność cienia można bardzo łatwo stopniować, dokładając kolejne warstwy koloru i mi bardzo podoba się takie etapowe dokładanie pigmentu. Takie rozwiązanie sprawia, że mamy większą kontrolę nad kolorem, niż w przypadku super-mega-ultra napigmentowanych produktów. W szczególności, że z cieniami Beauty Legacy pracuje się bardzo komfortowo, a pigment rozkłada się na powiece równomiernie.

 

Kolejnym plusem matowych cieni z palety Beuty Legacy jest na pewno to, że bardzo ładnie łączą się ze sobą – odcienie płynnie w siebie przenikają, dzięki czemu makijaż wygląda schludnie. Cień Smoke wykorzystałam jeszcze w zewnętrznym kąciku oka, aby mocniej je przyciemnić – kolor dobrze połączył się z nakładanym wcześniej w te okolice Brick. Na środek powieki nałożyłam korektor, a następnie wklepałam palcem foliowy cień Copper. Cień dobrze transferował się na powiekę nakładany tą metodą, ale dla porównania chciałabym jeszcze spróbować nałożyć go na klej do brokatu albo przy użyciu wilgotnego pędzla.

 

W okolice wewnętrznego kącika oka nałożyłam drugi cień foliowy Crystal. W przypadku obu cieni, trudno dostępne miejsca starałam się wykończyć małym pędzelkiem, co zajęło mi trochę czasu, więc raczej odradzam nakładania tych dwóch cieni na powieki suchymi pędzlami, bo taka metoda w przypadku foliowych produktów zupełnie się nie sprawdzi.

 

Na dolną linię wodną nałożyłam czarną kreskę, którą następnie roztarłam między rzęsami i minimalnie poniżej. Na tak przygotowaną powiekę nałożyłam cień Orchid, który na czarnej bazie wygląda nieco ciemniej i bardziej fioletowo niż w opakowaniu. Makijaż oczu wykończyłam czarną kreską przy górnej linii rzęs, namalowaną kredką i rozdymioną lekko cieniem Night.

 

beauty legacy

 

Konturowanie:

Muszę przyznać, że obawiałam się bronzera z palety Beauty Legacy, bo na większości zdjęć i filmików, które krążyły w Internecie, wyglądał na bardzo ciepły produkt. Zresztą z samych opisów Maxineczki wynikało, że jest to bronzer raczej do ocieplania (opalania) twarzy, a nie do precyzyjnego konturowania. Na żywo kolor The Grand Tan nie odstrasza już tak bardzo, jak na fotografiach – fakt, jest ciepły, ale delikatnie ciepły i myślę, że dobrze sprawdzi się osobom o cieplejszym odcieniu cery. Osobiście wolałabym nieco chłodniejszy odcień bronzera, bo raczej nie opalam twarzy kosmetykami, ale być może tego lata spróbuję trochę z nim poeksperymentować.

 

Róż Love’s Hue również delikatnie wpada w ciepłe tony, według mnie jego odcień można by określić jako przybrudzony, zgaszony koral. Matowy, bardzo uniwersalny kolor, choć być może nie oczywisty, bo w takich podróżnych setach zazwyczaj umieszcza się coś bardziej typowego, w kolorze intensywniej wpadającym w róż. Myślę, że będę po niego sięgać najczęściej jesienią i zimą, bo latem wolę odcienie lżejsze, o bardziej satynowym wykończeniu.

 

Rozświetlacz Pure Glow prezentuje się w palecie bardzo elegancko, jego struktura przypomina odrobinę marmur. Produkt nie zawiera drobinek, a rozprowadzony na skórze, tworzy jednolitą taflę zdrowego błysku. Jest delikatny, bardzo subtelny, a przez to elegancki. Myślę, że przez tę subtelność, z powodzeniem można stosować go na większych obszarach twarzy.

 

Na zakończenie dodam jeszcze, że bardzo podoba mi się kompozycja kolorystyczna palety, bo rzeczywiście znajdziemy w niej cienie, którymi można wykonać zarówno dzienny, jak i wieczorowy makijaż. Dużym plusem jest to, że paleta Beauty Legacy od Maxineczki posiada podstawowe cienie, z których większość osób korzysta najczęściej: jasny bazowy, matowy czarny i matowy jasny brąz. Plusem jest też trio do konturowania, choć taki zestaw znacznie ciężej skomponować w uniwersalny sposób i jestem pewna, że części osób mogą nie sprawdzić się akurat te odcienie. Na szczęście, bronzer, róż i rozświetlacz można wykorzystać też jako cienie do powiek, więc myślę, że nic straconego 🙂 Warto też dodać, że za taką cenę, dostajemy naprawdę dobry produkt, który warto przetestować.

 

WERDYKT:

Pigmentacja: ★★★☆☆

Blendowanie: ★★★★★

Utrzymywanie się w ciągu dnia: ★★★★★

Cena regularna: ★★★★★

 

A czy w Wasze ręce trafiła już paleta Beauty Legacy od Maxineczki? Jeśli tak, to koniecznie dajcie znać jak sprawdza się u Was.

A może dopiero rozważacie jej zakup?